Muzyka luz emocje i David

prof1

Animator Kultury 4(2017)

Krzysztof Sacała

MUZYKA LUZ EMOCJE I DAVID

___Dawid jest studentem kulturoznawstwa I roku na Uniwersytecie Rzeszowskim. Poznaliśmy się na V Rzeszowskich Spotkaniach Kulturoznawców i Animatorów Kultury, gdzie Dawid miał trochę do zaśpiewania, a my podsumowywaliśmy rok działalności Animatora Kultury. Złożyło się idealnie – reorganizacja rubryki, nowy pomysł, wiosenny zapał i Dawid.
___Spotkaliśmy się na kawie – posiadówka we dwóch. Miała być jeszcze Paulina, ale zabłądziła gdzieś w Rumuni, czy Chorwacji.

– Śpiewam covery, prowadzę kanał na YouTube i tam gromadzę swoje wykonania – zaczął.

– Spokojnie… – Pierwsze pytanie jak dzwon – od historyka ciężko byłoby się innego spodziewać. – Jak się to wszystko zaczęło? I dlaczego muzyka swing?

– W roku chyba 2013. Szkoła wokalno-aktorska w Krośnie, pierwszy koncert w życiu, wypadło świetnie, więc zachęciło mnie to do dalszej pracy, która przynosiła efekty. A przygoda ze Studiem Piosenki Swing? Koleżanka poleciła mi to miejsce i tak się zaczęło – spotkanie z muzyką – koncerty okazjonalne, koncerty charytatywne.

– Doczytałem, że swing to kierunek muzyki jazzowej popularny w latach 30. i 40. XX wieku. To muzyka synkopowana, czyli coś z przesunięciem akcentu. Dużą rolę gra sekcja rytmiczna współpracująca z instrumentami dętymi. W okresie II wojny światowej swing był bardzo lubiany w innych państwach, zwłaszcza dlatego, że jako symbol dekadenckiego Zachodu wyrażał walkę przeciwko totalitaryzmom zarówno narodowo socjalistycznemu jak i komunistycznemu. – Ja znowu o historii. Ale to chyba nijak się ma do tego jak Ty to czujesz?

– (śmiech) Wiesz co, swing to z angielskiego kołysać się. Muzyka do pośpiewania, do posłuchania. Myślę, że piosenki, które wybieram to nie jest wybór przypadkowy, ale konkretny – dający wolność – wolność interpretacji i wolność tego, że zawsze możesz to zmienić, zaakcentować inaczej. Na przykład Another love Toma Odela – linia melodyczna jest prostolinijna – zrobiona na jednej dynamice. A ja zinterpretowałem ten utwór inaczej. Wiesz…, chodzi o wykonanie bardziej spontaniczne niż odpowiednie. Podbiłem to na trzech liniach dynamicznych, wyszło bardziej ekspresyjnie. Piosenka jest o tym, że ktoś próbuje pokochać nowopoznaną osobę, ale w głowie siedzi mu jeszcze poprzednia miłość… Ten ktoś jest nas siebie zły, że jeszcze wraca do przeszłości. Ekspresyjne.

– No dobrze, ale wykonując taki cover, musisz być chyba po serii treningów. Chyba, że przed koncertem wbijasz na tekstowo.pl, zapamiętujesz, po czym mija pięć minut i wychodzisz na scenę? (śmiech).

– Przed każdym koncertem dużo pracujemy, indywidualnie i grupowo z przyjaciółmi. Nie ma ściśle określonych rozśpiewek gamowych. Śpiewasz piosenkę, aż złapiesz brzmienie. Metoda nauki jest luźna. Taka jest u nas atmosfera – trenerka jest bardzo życiowa, można porozmawiać o wszystkim – o problemach, o radościach.

-1-

– Studio Wokalne Swing działa przy Regionalnym Centrum Kultury Pogranicza i dedykowane jest głównie dla młodych ludzi. Swing ma coś z rocka, kojarzy się z luzem. – Tu masz uzupełnienie odpowiedzi na pytanie o swing.
Przygotowujemy się do konkursów, chociaż trochę mnie omija ze względu na kategorie wiekowe i studia. Co do konkursów – to są różne – ogólnopolskie, regionalne organizowane głównie przez Domy Kultury i instytucje kulturalne, Politechnikę Rzeszowską, czy też nasz Uniwersytet Rzeszowski. Ostatnio byliśmy w Opocznie, w Rzeszowie.

– Przejdźmy do konkursów. Gratuluję! Ostatnio na Facebooku widziałem dyplom, z którego wynikało że zająłeś pierwsze miejsce w studenckim konkursie piosenki „Kill me with the music”. Interesuje mnie też atmosfera na konkursach – jak to jest? – Bo przychodzi mi na myśl konfrontacja na miarę pojedynku bokserskiego…

– Konkursy są różne, mają różne rankingi. Nie podchodzę do nich jak do konkurencji. Raczej na przyjacielskiej zasadzie – zawodnicy wzajemnie się wspierają i bez spiny. Staram się nie oceniać. I żeby było jak na koncercie – kiedy się nie stresuję, bo wiem, że wyjdę na luzie i zrobię to co powinienem. Moim zdaniem najlepsze miejsca zdobywa się dla siebie, nie dla trenera. Najgorszy moment stresowy to ogłaszanie werdyktu.

dyplom

-2-

– Mam przed sobą Twój dyplom, Kill me with the MUSIC, ale to mnie nie satysfakcjonuje. Chciałbym abyś szerzej opisał przebieg tego konkursu. – Bo wiesz, ani ja, ani myślę duża część Czytelników nigdy nie brała udziału w takich zmaganiach (i pewnie nie będzie).

– Do tego konkursu były castingi, generalnie był on skierowany do studentów. Przesłuchania odbywały się w budynku Politechniki, koordynowali to organizatorzy rzeszowskich juwenaliów. Pierwszy casting miał miejsce pod koniec kwietnia. Dowiedziałem się o tym przypadkowo od koleżanki, poszedłem bardziej chyba z ciekawości, niż z przekonania, że coś tam wygram (śmiech) – Dostałem informację, że znalazłem się w finale, który miał się odbyć 27 kwietnia. Poszedłem z tym samym wykonaniem, audytorium było liczne – oprócz konkursu atrakcją był dość fajny zespół reggae. – Ja na scenie zaśpiewałem całkiem nieźle, akustyk trochę nie dopieścił swojego zadania na ten wieczór. Trochę się przez to zestresowałem, ale zaśpiewałem na luzie, chociaż miałem mały niedosyt. Spojrzałem na jury – uśmiechali się do mnie – no ładnie… – Pomyślałem. Trochę mi to nie pasowało, miałem wrażenie, że wyszło raczej kiepsko. Chociaż wiesz, w ocenie musi współgrać sfera emocji i technika wokalna – nawet jeśli się fałszuje to można wyjść dobrze (śmiech). – Wyniki ogłoszono na scenie pod wieczór. Było bardzo deszczowo. Pamiętam, w kategorii „zespół”, wygrał The Lauders – muzyka trochę rockowa, bardzo mi się to podobało. Zespół Error 404 dostał dziką kartę. Moja kategoria też była mocna, śpiewały Sandra Reizer i Joanna Rymarska. Wykonały naprawdę świetną robotę. Asia zaśpiewała swój utwór, Sandra cover i zagrała na gitarze. Jednak jury zadecydowało, że to ja wygrałem. Odebrałem gratulacje i zacząłem skakać na scenie – śmieszne to było, ale wtedy tego nie kontrolowałem. Ten konkurs wyłaniał trzech laureatów do występu na juwenaliach – na rynku 11 maja. Na studenckim konkursie piosenki zaśpiewałem Another love. Na koncercie – wiadomo – z szerszym repertuarem – piosenki głównie anglojęzyczne, nieprzypadkowe – takie, co w życiu coś dla mnie znaczyły.

– Postaramy się dodać na Animatora ten fragment nagrania z wręczania nagród. – Dlaczego piosenki anglojęzyczne?

– Pracuję nad dykcją, więc buduję swój język. A po za tym piosenki angielskie mają fajną głębię.

Wręczenie nagrody Davidowi – https://www.instagram.com/p/BTcYb_Slirj/

Kopia IMG_9148

-3-

– Powiedziałeś teraz o jednym ze swoich ostatnich osiągnięć. – Chciałbym jeszcze, abyś przypomniał sobie swoje pierwsze koncerty, albo te, które miały dla Ciebie szczególne znaczenie. I jeszcze kilka słów o sukcesach Twojej grupy Swing?

– Koledzy i koleżanki ze studia piosenki mają swoje osiągnięcia. Są ludzie, którzy zdobywają ogólnopolskie nagrody, byli w The Voice Of Poland, w Mam Talent. Mamy małych gigantów – czasem przy ośmioletnim dziecku to ja czuję się mały. Chociaż mam ponad 190 cm wzrostu (śmiech). W studio wszystko ma być tak, jak ma być. Na scenę nie wyjdzie nikt, kto wszystkiego nie dopiął. Czasem jest to uciążliwe, ale dzięki temu mamy dużą renomę w środowisku. Dlatego – tak mi się przynajmniej wydaje – na naszych koncertach jest dużo ludzi, a koncerty cieszą się dużym zainteresowaniem i renomą.

– …Szczególne znaczenie miały dla mnie na pewno trzy koncerty charytatywne w Haczowie, w których brałem udział w pełnej organizacji i byłem ich inicjatorem. Występowały orkiestra dęta i chór kolęd, wokaliści ze szkoły artystyczno-wokalnej z Krosna. – Ale to mało. Atmosfera była szczególna. Koncerty odbywały się w kościele, każdy trwał ponad dwie godziny. Graliśmy dla chłopaka, który miał raka mózgu. Mieliśmy pełną widownię, która bardzo pomogła finansowo rodzinie tego chłopaka. Na portalu parafii Haczów są wszystkie nagrania.

Koncert dla Ernesta – http://www.gokiw.haczow.pl/index.php/czytnik/items/koledujemy-dla-ernesta.html

Koncert dla Zuzi i Grzegorza – http://www.gokiw.haczow.pl/index.php/czytnik/items/koledujemy-dla-zuzi-i-grzegorza.html

Kopia IMG_9145

-4-

– Dawid, przepraszam Cię, że przerywam – jestem pod wrażeniem. Nie mogę zrozumieć – jak to się stało, że Ty, młody chłopak, stałeś się inicjatorem takich wydarzeń?

– Słuchaj, nie warto czekać. Samemu trzeba chodzić i działać. Poszedłem do domu kultury i zaproponowałem taki event. Zorganizowano sprzęt i oświetlenie, opłacono akustyka i promocję, rozwiesiliśmy plakaty. Warto zainteresować się i zadbać o przyszłość – pójść i dopytać, znaleźć, pomóc. Wychodzą z tego fajne rzeczy. Ale nie ma co cisnąć na sukces, trzeba zachować powściągliwość. Czasem po prostu może być tak, że w jakimś pubie na koncercie znajdzie się ktoś wpływowy i poprosi o kontakt.

– Taaak, myślę że to racjonalne i mądre podejście. Zresztą o tym za chwilę, kiedy zacznę Cię dręczyć o Twojej aktywności w Internecie. Miałem się znowu wcinać w słowo, ale chyba przejdziemy płynnie – kilka słów o Tobie na scenie. – Młody człowiek, ograniczona pula doświadczenia, a tu mikrofon i tłum publiczności…

– W Haczowie może spadło nawet kilka łez. Więc z emocjami nie było problemów – przy wykonywaniu muszę się wczuć i znaleźć spokój. Reflektory biją na mnie. Ale podoba mi się to – koncertowanie i muzyka daje mi ukojenie w życiu prywatnym, jest takim kurkiem bezpieczeństwa. – Spoko, można posłuchać, potańczyć, zaśpiewać. Ale jeśli się w to wgłębisz, w tekst i muzykę, jeśli nie wybierasz tego przypadkowo, a szukasz, to podświadomie można znaleźć w tym siebie. Każdy wokalista chce oddać czucie – emocje. Nikt chyba nie skupia się na samym technicznym ujęciu – technikę wokalną i emocje trzeba opowiadać w dźwięku.

– A teraz o aktywności. – Patrz, właśnie drobny uśmiech biega mi po twarzy. Dużo się mówi o mobilności młodych, że miejsce pracy najlepiej jest stworzyć sobie samemu (oczywiście w życiu bywa różnie). Podejmujesz działania brandingowe – nie jesteś anonimowy. Prowadzisz kanał na portalu YouTube, fanpage na Facebooku…

– Kanał na YouTube założyłem spontanicznie w 2014 roku. Coś mnie ruszyło, żeby po prostu dodać materiał z koncertu. Z czasem nagrań pojawiło się więcej. Oczywiście nie dodawałem wszystkiego jak leci, zależało to od chwili i od tego, czy podoba mi się wykonana próba, czy nie – to jest tak, że najpierw proszę przyjaciół o opinię i to w zasadzie oni decydują. – Filmy pochodzą z kilku lat, widać na nich przemianę wokalną jaka się we mnie dokonała. Od czasu, do czasu coś w domu nagram i dodam – nie mam niestety dostępu do profesjonalnego studia.

Kanał Dawida – https://www.youtube.com/user/szymonclub/videos?sort=dd&view=0&shelf_id=0

Kanał Studia Piosenki Swing w Krośnie prowadzony wraz z profilem na Facebooku przez Dawida – https://www.youtube.com/channel/UCgVtRak-0pjR_3f-95jiL1g/videos?shelf_id=0&view=0&sort=dd

Tutaj Studio Piosenki Swing – http://www.rckp.krosno.pl/strona-11-studio_piosenki_swing.html

-5-

– Dlaczego fanpage? Chodzi o zasięg posta, to nie udałoby się na prywatnym profilu. Tak, miałem duże obawy przed jego założeniem, ale stało się (śmiech), a bałem się tego co ludzie powiedzą. Wiesz, co innego jest podpinać się pod jakąś organizację, a co innego jest jednak próbować promować siebie.

Fanpage Dawida na Facebooku – https://www.facebook.com/david.wojton

– Dawid, w zasadzie moglibyśmy w tym miejscu zbliżać się do końca, ale mam zanotowane jeszcze pytanie od redakcji Animatora. Pytania w luźnym charakterze, szczerze, nie jestem specjalnie kompetentny, ponieważ nie kojarzę, ale słuchaj – Joe Cocker „With A Little Help From My Friends”, czy Iggy Pop – „The Passenger” – dla Ciebie, który lepiej pasuje stylowo?

– (śmiech) Nie znam żadnego! Ale skoro tak, to znaczy, że to nie jest chyba styl muzyki, który do mnie pasuje. Wydaje mi się, że to muzyka bardziej niszowa, a ja słucham raczej popularnej. Wiesz, chodzi o to, żeby nie znać, i by nie nadrabiać zaległości, a rozwijać się w określonym i sobie znanym kierunku.

– Wychodzi więc na to, że idziesz w takim kierunku. Sama świadomość ruchu wydaje się już zadowalająca?

– Moim marzeniem jest to, aby muzyka stała się dla mnie realna. Staram się robić dużo, żeby się pokazywać – być w muzyce i nie stracić ciągłości kontaktu. Widzę się w tym, bo nie oszukujmy się, ale po kulturze nie ma zbyt dużej ilości ofert pracy…

___W między czasie pojawiła się Ania, koleżanka Dawida. – Cześć, cześć. Jak tam? – I rozmawiamy dalej na temat perypetii związanych z rynkiem pracy dla absolwentów po kierunku kulturoznawstwo i historia. Wspólnie zgodziliśmy się, że dużo zależy od tego jak się wykorzystało czas przeznaczony na studia. Samo „funkcjonowanie” od sesji, do sesji i wąski krąg znajomych dzisiaj nie wystarczą. Jest przecież tyle wolnego czasu między zajęciami.

___Nie wiadomo już, w jakim kontekście Ania zaczęła mówić o ogrodach bernardyńskich i ścieżkach w parku.

– Znam „The Passenger” – mówiła. Tylko, czy jest to tytuł utworu, czy wykonawca? – Wydaje się, że to Iggy Pop brzmi w tym przypadku bardziej jak wykonawca.

___Dawid przejął się do głębi faktem, że ani jednego, ani drugiego utworu nie znał. – Wstyd! – Powtarzał.

Passenger – Let Her go – https://www.youtube.com/watch?v=RBumgq5yVrA  

-6-

– Żaden tam wstyd! – Odpowiadałem przez śmiech. – O.K. Jeśli musiałbyś wybrać jeden utwór do zaśpiewania w ciemno. Z tych dwóch, podanych przez naszego redaktora, który byś wybrał?

– Wybrał bym ten nowszy, chociaż żadnego nie znam. Joe Cocker? Chyba ten. Brzmi świeżo.

– Ciekawe kryterium! – Spodobało mi się.

– Taaak, albo po prostu ten utwór, który jako pierwszy wpadłby mi „w łapy” na YouTube. – Hmmm… Powiedział bym też, że ten z ostatniej płyty wykonawcy, ale wstyd byłby dopiero wtedy, kiedy okazałoby się, że miałby on tylko jedną płytę.

___Ania w tym miejscu podniosła temat pamięci wstecznej, która ma niebagatelne znaczenie w dorosłym życiu. Ten rodzaj pamięci odpowiada za wspomnienia z dzieciństwa, a więc te dawne, i jest przeciwieństwem pamięci krótkoterminowej. Dzięki pamięci wstecznej pamiętamy do dzisiaj wierszyki z podstawówki.

– Inna sprawa, że w wieku późniejszym nikt się specjalnie wierszyków nie uczył. – Dodałem. Muzykę jako przedmiot miałem ostatnio na gimnazjalnym etapie kształcenia i to w wymiarze jednej godziny tygodniowo przez półtorej roku. Uważam, że to o wiele za mało, aby można było śnić o kulturalnym, humanistycznym wykształceniu. Nie mówiąc już o plastyce, technice i innych przedmiotach rozwijających inne ośrodki mózgu, niż tylko te, które wałuje się przedmiotami ścisłymi… – Całkiem niedawno miałem okazję uczestniczyć we wspólnym wyjeździe z ludźmi młodymi. Jechaliśmy autokarem łącznie 12-14 godzin? Atmosfera była fajna, ale jak padł temat wspólnego śpiewania – to cisza. Pojedyncze sztuki, naprawdę pojedyncze, przebrnęły przez kilka utworów muzyki wojskowej typu „O mój rozmarynie”, „Pierwsza brygada”. Młodzi nie umieją śpiewać.

– Spontaniczne śpiewanie na wycieczkach jest fajne. Też ze Swingiem. Ostatnio jak byliśmy w Krakowie na Cepeliadzie z projektem ludowym (mieliśmy występy bardziej na ludową nutę), podczas posiadówki w McDonaldzie zauważyliśmy, że naprzeciwko dziewczyna i chłopak grali razem na skrzypcach i saksofonie. Podeszliśmy, zapytaliśmy się, czy możemy zaśpiewać z nimi. Zrobiliśmy imprezę na ulicy Szewskiej. Później zaczęli grać coś żywszego, zaczęliśmy tańczyć, a przechodnie, turyści nagrywali filmy z naszymi popisami.

– Edukacja w szkole jest na takim poziomie, że… – Dodała Ania. – Mało jest zachęty dla dzieci. Mam złe wspomnienia – nie cierpiałam muzyki. Nauczyciele nie zachęcali nas, że można to rozwinąć, że coś może z tego być. Takie przedmioty traktuje się jak niepotrzebne zapychacze godzin. Pamiętam, że w gimnazjum Pani od muzyki miała fioła na punkcie SDM. Teraz sama tego słucham – lubię i rozumiem, ale wtedy? Bez sensu, dzieci tego nie cierpiały.

– Śpiewa się zupełnie bez świadomości. – Wychodzi 13 letnie dziecko na scenę i śpiewa „Nie żałuję” Edyty Geppert. Piosenka o trudach dorosłego życia. Zupełne nieporozumienie. Ostatnio, na jednym z konkursów trzy razy leciała piosenka „Rękawiczki” – Joanny Zagdańskiej. Ile można?

-7-

– Ale trzeba przyznać, przynajmniej mam takie wrażenie, że społeczeństwo jest bardziej uświadomione muzycznie, niż wcześniej. Tak jak Magda Gesler uwrażliwiła swoimi rewolucjami społeczeństwo na świat restauratorski (tak, że mało kto bezrefleksyjnie odbiera teraz pobyt w restauracji), tak samo wszystkie te programy – The Voice of Poland czy Mam Talent – uświadomiły nas muzycznie i krytycznie do muzyki. – Takim wyznacznikiem umiejętności muzycznych jest też „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena – I wychodzą te wszystkie dzieci na scenę i śpiewają o dziwnym świecie…

– (śmiech) Dokładnie. Kiedy chodziłem do trzeciej gimnazjum, był regionalny konkurs piosenki poetyckiej. Pomyślałem wtedy – zaryzykuję. Podszedłem do nauczycielki, chciałem zaśpiewać Niemena solo. Nauczycielka dała mi szansę, była w szoku, że tak mogłem, ale moja wersja „Dziwny jest ten świat” nie była popisowa. Co prawda, niby nic nie wygrałem, ale to mnie ośmieliło – pierwsze doświadczenie. Także, ja też zaczynałem od Niemena.

– Ja może o swoim antytalencie nie będę opowiadać… Wzięłam kiedyś w swoje ręce gitarę i od razu urwałam strunę (śmiech). Mam tak jak było w „Tangu” Mrożka – parafrazując – jak byłeś jeszcze w moim wieku, to biegałam po łące śpiewając Bacha, widocznie mama fałszowała.

– Aniu, może o doświadczeniach prenatalnych zrobimy oddzielny wykład! (śmiech). Na koniec chciałbym jeszcze odnieść się do Dawida, bo został mi pewien niedosyt. – Powiedziałeś, że ze względu na studia, wycofałeś się trochę z życia grupy swing. Przynajmniej tak to zrozumiałem, ale to chyba nie znaczy, że studia kulturoznawcze przeszkadzają ci w rozwoju wokalnym? I co będzie dalej?

– Nie tyle co wycofałem, a nie pozwala mi na to czas. Droga z Rzeszowa do Krosna jest długa i droga nie oszukujmy się, a we mnie kwitnie muzyka już od dobrych pięciu lat. Nie chcę się odcinać od środowiska, ale jest raczej tak, że wychodzę poza nie. Czerpię inspiracje ze swoich przeszłych doświadczeń i z tego co jest jeszcze przede mną.

– Dawid, myślę że jest dobrze, kiedy robi się to co się lubi. Życzę Ci wszystkiego dobrego, Tobie Aniu też i dziękuję za wspaniały wywiad. Będziemy z redakcją Animatora śledzić Twoje osiągnięcia i po cichu (kiedy będziesz bardziej sławny) będziemy liczyć na jakiś specjalny wywiad.

– Ja również dziękuję, dodam tylko na koniec dla Czytelników. Nie ma nigdy żadnych ograniczeń, żeby spełniać siebie i swoje pasje. Nie może Cię ograniczać czas, miejsce, a nawet pieniądze. Jeśli spotkasz mnie na chodniku może zdarzyć się tak, że będę śpiewał idąc, i chociaż może wydawać Ci się to dziwne… „koleś idzie i śpiewa do siebie”, ja się realizuję, ćwiczę i robię to co kocham i TY TEŻ MOŻESZ!

 

___Z Dawidem Wojtoniem i jego koleżanką Anią rozmawiał Krzysztof Sacała. Animator Kultury. 8.05.2017 r.

-8-

One thought on “Muzyka luz emocje i David

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *