Trzy kolory Łukasza czyli o kolekcjonerstwie saksofonów

front

Animator Kultury 7(2017)

Krzysztof Sacała

TRZY KOLORY ŁUKASZA CZYLI O KOLEKCJONERSTWIE SAKSOFONÓW

 

___Jeśli ktoś z Was pamięta filmową trylogię „Trzy kolory” Krzysztofa Kieślowskiego – „Biały”, „Niebieski” i „Czerwony”, to znaczy, że miał okazję dotknąć trochę z nietuzinkowości obrazu i muzyki początku lat 90. XX wieku. Kolor i forma stały się szczególnym nośnikiem idei nowoczesności – zaklinać idee poprzez kolory i formy warstwy materialnej i duchowej to szukać harmonii w analogii przeciwieństw.
___Kieślowski wyprowadził swoje filmy trochę na manowce sztuki filmowej, otaczając je aurą wspólnej symboliki i treści, która uchwytna jest dopiero między wierszami. Meraviglioso – cudowność rzędu „Podwójnego życia Weroniki”, z jednej strony, oraz największego formatu zwyczajność ulicy wybudzającej się z socjalistycznego marazmu, z drugiej, były tym pierwszym skojarzeniem, jakie przyszło mi na myśl kiedy zobaczyłem trzy walizki Łukasza – czerwoną, pomarańczową i małą ciemnoniebieską.

– O saksofonach powiem ci dużo, wystarczająco. – Przedstawił się Łukasz, kiedy zacząłem pytać o zawartość.

___Wytłumaczę jeszcze, że nawiązanie do Kieślowskiego miało dwie dodatkowe przyczyny, może ważniejsze nawet niż osobiste famy. Łukasz Bizoń jest studentem kulturoznawstwa na Uniwersytecie Rzeszowskim i zaangażował się bez reszty w działalność Koła Naukowego Kulturoznawców, gdzie przed rokiem czy dwoma zaczynał z sekcją filmoznawczą. A dwa, że specyficzną tajemniczość rozmówcy (o czym się przekonacie) towarzyszącą podczas wywiadu, można tłumaczyć chyba tylko tym, że kolor i forma są zupełnie nieoczywiste, a na pewno nie takie, jak chcielibyśmy je odbierać.

– Zacznijmy od tego, że jestem zwykłym człowiekiem, który ukończył klasę saksofonu w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia im. Karola Szymanowskiego w Rzeszowie.

P1070605

-1-

– Dlaczego saksofon?

– Wyszło trochę spontanicznie. Stwierdziłem, że wezmę saksofon. Zawsze mi się podobał z praktycznego punktu widzenia, jednak dla mnie to głównie instrument miłości.

– Czyli saksofon był w głowie od początku?

– Właśnie, nie. Nie od początku. Kiedy szedłem zapisać się do szkoły muzycznej pierwszego stopnia, to stwierdzono, że z racji na mój wiek skrzypce mogą okazać się zbyt wymagające – najlepiej jest zaczynać grę na tym instrumencie w młodym wieku – 5–6 lat. Szkoda, bo skrzypce bardzo mi się podobały…

– Dlaczego?

– Wydaje mi się, że to jest trochę uwarunkowane genetycznie (śmiech). Mój dziadek grał na instrumencie smyczkowym, na kontrabasie. To czasy przedwojenne. Myślę, że zmysł muzyczny poniekąd się dziedziczy. Ale bardzo duży wpływ na mnie, jako na małego chłopaka miały rodzinne opowieści o starych czasach i starych muzykantach, a między innymi, właśnie o moim dziadku. Grał on także na skrzypcach – instrumencie, który w muzyce ludowej był bardzo ważny, przeważnie wiodący.
Muzykę ludową bardzo sobie cenię, te stare wykonania – można je jeszcze usłyszeć – w zasadzie kapele ludowe się odradzają. Bardzo cieszę się, że wraca się do polskiej kultury ludowej. Abstrahując, uważam że każdy, kto wychował się mając styczność z muzyką ludową, nawet nie na co dzień, ale przynajmniej okazyjnie jest bogatszy. Dawniej w domach było w domach dużo muzyki, ludzie śpiewali. Nie tylko słuchali, ale ŚPIEWALI – pierwszym instrumentem o jakim uczyłem się na lekcjach w szkole muzycznej był głos ludzki.

-2-

P1070599

– Tak, o muzyce ludowej długo rozmawialiśmy i to nie tak dawno temu. Wtedy zaproponowałem ci abyś podzielił się swoją pasją. To taki optymistyczny akcent. – Wracając do saksofonów, chyba nie powiesz mi, że gra się na nich łatwo? Miałem okazję już podziwiać z bliska grę znajomego saksofonisty – Mateusza (pozdrawiamy ciepło wspólnego kolegę!), skonstatuję – gra na saksofonie na pewno nie jest łatwa!

– Czy trudno? Każdy instrument ma jakiś stopień trudności, ale żeby dobrze ZAGRAĆ to jedyną tajemnicą – i teraz ci to zdradzę – jest znaleźć CZAS na ĆWICZENIE. Trzeba ćwiczyć, słuchać dużo muzyki wykonywanej przez najlepszych muzyków, trzeba mieć dobrego nauczyciela, który potrafi dzielić się wiedzą. Instrument i oczywiście warunki, osoby mieszkające w bloku mają kłopoty z sąsiadami, a to ważne żeby mieć gdzie ćwiczyć.

– A talent?

– Predyspozycje oczywiście. Niewątpliwie wrażliwość na dźwięk i siłę, bo saksofon jest instrumentem fizycznie wymagającym. Zapamiętaj jednak, że jeśli nie ćwiczysz, nie poszukujesz, nie eksperymentujesz, to nigdy nie zagrasz. Trzeba pracować i kochać muzykę.

– Łukasz, skończyłeś szkołę już parę lat temu i cały czas grasz. Myślę, że ta ciągła praktyka to dobry potencjometr jakiegoś parytetu w tym wszystkim. Czy nie jest tak?

– Jeszcze podczas szkoły grałem po chałturach – m.in. na imprezach okolicznościowych. I tutaj też wychodzi siła, bo wielogodzinne granie nie jest łatwe… Gram… Mieliśmy koncerty w filharmonii. Grałem w kwartecie saksofonowym i z nim brałem udział w nagraniu płyty w Polskim Radiu Rzeszów, pamiętam, to była nagroda za zajęcie trzeciego miejsca w Podkarpackim Konkursie Zespołów Kameralnych w Mielcu. Grałem sporo muzyki klasycznej. To bardzo cenne doświadczenie – uczy pokory, cierpliwości, dokładności, warsztatu. W zeszłym roku płyta pod tytułem „Konkluzja” została wydana przez Big-band, działający w tym czasie na wydziale muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Nagraliśmy ją również w rzeszowskim Radio, Szczególnie chciałbym podziękować ówczesnemu dyrygentowi Mgr Wojtkowi Markowi za zaproszenie do udziału w nagraniach.

-3-

lukasz

– Gratuluję! I życzę kolejnych sukcesów. Przejdźmy jednak do głównego punktu programu. Kolekcjonerstwo. – Kiedy otwierałeś pierwszą walizkę z tajemniczą zawartością, to powiedziałeś: „masz do czynienia z maniakiem saksofonowym”. Bardzo mi się to sformułowanie spodobało i na nie postawiłem! Nie obraź się, ale na pewno będzie ono w wywiadzie. I jeszcze więcej, niespodzianka, którą obiecałem – kilka słów o manii (śmiech), bo to są ważne rzeczy!
Mania jest szerokim zagadnieniem estetyczno–psychologicznym, które wchodzi w skład źródeł myśli greckiej, a więc i myśli współczesnej. Helleńskie korzenie, zakryte w dzikich ostępach mitologii, zatraciły pierwotny wydźwięk mania – szału, wściekłości, pędu. Jak to się ma do saksofonu? Myślę sobie, że cała ta jazzowa furora początku XX wieku wynikać mogła między innymi z manii – ze zlekceważenia reguł i poddaniu się natchnionemu duchowi (może wcale nie jest to nowoczesność?), który znajdzie wszystko co mu potrzeba wyłącznie w sobie – pisał Jean-Pierre Vernant – i tylko wtedy, kiedy wpadnie w szał, wściekłość, pęd. Może kubistyczny grymas Amstronga byłby tu podpowiedzią? Bo dzikości jego spojrzenia znad saksofonu podczas gry nie można podważyć. Jak skomentowałbyś w tym kontekście pogląd badacza: „klasycyści są konformistami, którzy właściwie tylko „pasożytują”. Prawdziwy poeta [a w tym wypadku saksofonista!] jest „wolny” od „śmierci, cyprysów i piekieł”. Czy nie masz podobnych skojarzeń?

-4-

– Jeśli pozwolisz, to powstrzymam się od odpowiedzi na to pytanie, iż zaczynamy dotykać materii szalenie delikatnej i nie wiem, czy jestem w stanie w tak krótkiej rozmowie opowiedzieć co myślę na ten temat. Chyba będziesz zmuszony zrobić kolejny wywiad, ale w porządku powiem kilka słów o wolności i sporze między starym, a nowym. Widać ją w muzyce ludowej, pamiętasz. Bardzo dużo improwizacji i zmiany w rytmie są tam wybiegiem ku wolności, ale przecież ta wolność nigdy nie mogła być w pełni osiągalna. Być może związana jest bardziej z tym co można było grać i czy miało się na to chęć.

– Twoja saksofonowa mania spowodowała, że w domu posiadasz już znaczną kolekcję! Te „trzy kolory” to tylko przedsmaczek.

– To jest związane z moim poczuciem – lubię jak coś BRZMI. Uzyskać prawdziwe brzmienie, przekonać się o oryginalnym brzmieniu instrumentu to moja pasja. Oczywiście chodzi o renowację starego sprzętu racjonalnym kosztem, sprzętu, który pozwoli mi uzyskać sto procent brzmienia i swobodę gry, użytkowania. Na każdym saksofonie swobodnie gram.
Chodzi też o kolor – większość mojej kolekcji to saksofony posrebrzane – to jest ta barwa. Moja mania (śmiech).

– Jeszcze jedno ze standardowych pytań – skąd wzięła się u ciebie taka nietuzinkowa pasja?

– Od mojego pierwszego saksofonu. To historia, która ciągnie się za mną całe życie (śmiech). Wtedy się na tym nie znałem, byłem niedoświadczony. Potrzebowałem sprzętu do nauki jeszcze na pierwszym stopniu. Całkiem nieświadomie nabyłem używany saksofon z marki, którą obecnie kolekcjonuję i na niej gram. Tamten saksofon nie był do końca sprawny, dzisiaj to była by pestka, żeby przywrócić dawny stan instrumentu, ale wtedy chciałem mieć pewniaka do gry, tylko i wyłącznie. Więc co zrobiłem? Sprzedałem sprzęt i kupiłem standard – instrument współczesny. Za własne, zarobione pieniądze. W szkole średniej, drugiego stopnia. Był to altowy saksofon Selmer Reference. Bardzo dobry, jednak drogi (śmiech). Obecnie jednak częściej gram na moich odrestaurowanych saksofonach. Ale wtedy satysfakcja z gry na nim – sprzęcie bez skazy – była dużo większa. Zagrałem na nim dyplom na piątkę. Lepiej jest nauczyć się oszczędności niż zarabiania (śmiech). Po szkole średniej nie kontynuowałem edukacji muzycznej, chociaż chciałem, jednak było wiele innych okoliczności… rozumiesz. W zasadzie edukację muzyczną zakończyłem. Ale ciągle gram i kontakt z instrumentem jest cały czas.

P1070596

-5-

– Wracając do kolekcjonerstwa…

– Po pewnym czasie przyszło pewne znużenie, jakiś rodzaj niezadowolenia. Coś musiało się zmienić – osłuchałem się Selmera. Wzorowałem się na dźwięku amerykańskich muzyków – Charlie Parker, Cannonball Adderley – ich gra bardzo przypadła mi do gustu. Nie wiem jak to powiedzieć, jakby poszukiwałem brzmienia w tym stylu, w duchu tego czasu. Na współczesnym instrumencie nie byłem w stanie tego osiągnąć. Być może też dlatego, że brakowało mi kompetencji, bo nie uważam się przecież za wirtuoza. Ale coraz bardziej odwracałem się do przeszłości… kiedy się to stało? Już wiem! Wujek Google i historia instrumentu. Zacząłem interesować się markami. Zaciekawiło mnie to…

– I w tym miejscu zwracam uwagę na obiecaną tajemniczość!

– Tak. Chodzi o mój pierwszy instrument. Zapamiętałem człon jego nazwy… wcześniej się tym nie zajmowałem, bo saksofon to był saksofon. Ale stało się. Natrafiłem na nazwę tej firmy i oniemiałem. Skrupulatnie zapoznałem się z historią firmy. Coś mnie ominęło. Chciałem się przekonać, czy rzeczywiście ten mój pierwszy instrument był taki dobry i jak można byłoby na nim zagrać. Dopiero kiedy zdobyłem model tej firmy, co prawda inny niż miałem najpierw – grając na nim zauważyłem różnice w barwie – trafić w dawną barwę, pasjonujące!
Model, który kupiłem był inny, jeszcze wcześniej wyprodukowany niż mój pierwszy instrument, bo w początku lat 30. XX wieku. Kiedy zagrałem na tym saksofonie, zaskoczył mnie wysoki poziom brzmienia – sprzęt miał przeszło 80 lat, a jakości dźwięku spełniała wszelkie dzisiejsze standardy! To były porządne produkcje – można je dzisiaj z powodzeniem użytkować. Są specyficzne – vintage, tak się to obecnie określa. Współcześnie muzycy szczerze szukają tych autentycznych brzmień i wracają do instrumentów vintage.

– Rozumiem, że ta pasja jest pełna uczuć?

– Tak! Ogromny sentyment. Obecnie mam 13 saksofonów tej jednej jedynej firmy. Oprócz tego mam inne, między innymi Selmera, Conna… Są to w większości instrumenty wykonane hand made – ręcznie. Kiedyś udział człowieka w tworzeniu instrumentów był dużo większy niż obecnie i pewnie dlatego były lepsze od obecnych.

– Rozumiem jeszcze, że prócz tego sentymentu musi być coś więcej. Studiujesz kulturoznawstwo, to chyba nie przypadek?

– Najpierw powiem tak – swoją przedwojenną kolekcję traktuję jak dzieło sztuki, dzieło epoki. A oprócz tego, bo w zasadzie tyle by wystarczyło, dodam, już chyba mówiłem – wiedza, historia saksofonu. Myślę, że każdy kto gra zgłębiał historię instrumentu. To daje jedność z przeszłością, te dźwięki, ta muzyka. Ktoś to kiedyś komponował, ktoś grał, słuchał. W ten sposób odtwarza się przeszłość. I co najważniejsze, to był wysoki poziom. Dzisiaj może się to rozmyło.

-6-

– No nie bez przyczyny utarło się kiedyś powiedzenie „kocia muzyka” (śmiech). Łukasz, powiedz jeszcze w jaki sposób pozyskujesz saksofony do kolekcji?

– Dzisiaj jest tak, że wiedzy na temat saksofonu możesz dowiedzieć się z wielu źródeł – internetu, z czasopism, od znajomego, dostajesz maila, telefon. Ja w takich okolicznościach potrafiłem rzucić wszystko, wsiąść w samochód i pojechać po saksofon, ostatnio na przykład, do Bytomia. Mając świadomość cały czas na trasie, czy zdążę. Taka okazja mogłaby się już nigdy nie powtórzyć, saksofony tej firmy są jak skarb na końcu tęczy, tym bardziej, że wojna wyrządziła duże zniszczenia. Okazje do nabycia zdarzają się również bardzo rzadko, zwłaszcza w dobrym stanie. W sieci jest strona poświęcona instrumentom z firmy, którą kolekcjonuję, są portale instrumentów vintage, jednak tego malutkiego – robiłeś mu zdjęcie – nie ma nigdzie! Z tej firmy. Nawet wśród kolekcjonerów jest on prawie nieznany… przynajmniej tak sądzę.

– To po niego jechałeś do Bytomia?

– Po niego (śmiech). To jest mało używany i specyficzny saksofon, wyszło ich bardzo mało. Nie śmiej się, gdybym teraz, tak jak tu siedzimy i rozmawiamy, dostał telefon: „Łukasz, jest model który poszukujesz, bez skazy”, no to przepraszam, wsiadam do samochodu i zrywam asfalt (śmiech).

– Myślę, że wywiad by na tym nie ucierpiał! Wręcz przeciwnie. Łukasz, może to już czas? Może uchylisz rąbka tajemnicy i powiesz coś więcej o marce saksofonu?

– …

P1070601

-7-

– Łukasz milczy. Przechodzę więc do następnego pytania. Myślę, że to będzie dobra praktyka – mówić o pieniądzach – bo zawsze wszystko pięknie, ładnie, pogładzimy się, porozmawiamy o pasjach i talentach, ale przecież wszystko kosztuje, a takie kolekcjonerstwo to jak mniemam duży wydatek?

– Kupuję racjonalnie, ale to nie jest tanie hobby. Taki saksofon to wydatek rzędu tysięcy złotych.

– Jeden saksofon! Słuchaj, mówiłeś o solidnym wykonaniu saksofonów…

– Trzeba zaznaczyć, że moje wszystkie saksofony są sprawne i odremontowane. Są użytkowane. Widać to po wnętrzu walizek – masz to na zdjęciu?

– Tak, ale do czego zmierzam. Martwi mnie jedna rzecz. Stosunek do przemijania… (i znowu powiało Kieślowskim). Użytkujesz saksofony, niszczysz je – czy one się psują? Czy one się skończą?

– Jeśli robi się systematyczne przeglądy to one są bardzo wytrzymałe. Nie tak jak niektóre współczesne – instrument się naprawi, a po niedługim czasie znowu jest nie do użytku, bo coś się odegnie. W saksofonie nie ma się co psuć. Oczywiście są rzeczy, które się nie psują i są rzeczy użytkowe jak na przykład skórzane poduszki, które się wymienia.

– Dziękuję! Łukasz, może to już czas? Może uchylisz rąbka tajemnicy…

– (śmiech) Niech aura tajemniczości towarzyszy tej rozmowie do końca! Dodamy kilka podpowiedzi – zdjęcia – jeśli ktoś ma wprawne oko to pozna te saksofony,  Dużą podpowiedzią może być też poznanie tragicznej historii firmy, która upadła w wyniku wojny. Chodzi głównie o surowiec. Dzięki.

– Ja dodam na koniec, że w toku wymuszeń słownych, które można byłoby już śmiało przyrównać z dręczeniem, Łukasz powiedział mi nazwę tej firmy, ale pod przysięgą, że nie wyznam. Niech więc ten ostatni bastion zostanie niezdobyty.

-8-

5 thoughts on “Trzy kolory Łukasza czyli o kolekcjonerstwie saksofonów

  1. zapytam jeszcze z ciekawości, czy na internecie jest może jakiś utwór na saksofon szczególnie który autor by polecił?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *