Historia pewnego bloga (doświadczeń kilka)

wyrozn

Animator Kultury 3(2018)

Krzysztof Sacała

HISTORIA PEWNEGO BLOGA (DOŚWIADCZEŃ KILKA)

___Żeby pisać, nie trzeba mieć pomysłu. Żeby pisać potrzeba, aby ktoś – ten właśnie Twój autorytet – siadł, przeczytał i powiedział – „to ma sens. Pisz”. – Ale co? – Czy to ważne, co? A za oknem błyskawica przeszyła rozżarzone niebo, sowa na ogłowionej wierzbie przysiadła, rozstaje dróg, wieża kościoła, dzwon, galop, rżenie konia i Goethe.

___Życie jest jednak bardziej prozaiczne i zwyczajne. Studia, praca zaliczeniowa, temat: lekcja multimedialna z wykorzystaniem Internetu. W konsekwencji czego praca nad stworzeniem portalu dla celów edukacyjnych, który w zamyśle miałby archiwizować treści poszerzające wiedzę podręcznikową ucznia i rozbudzać historyczną pasję. Był też w tym projekcie autorytet – nauczyciel historii z liceum, który zawsze podążał tropem pożytecznych nowości – praktyk, orientujący funkcjonowanie swojego portalu (bo taki posiadał) w kierunku relacjonowania wydarzeń i osiągnięć prowadzonych przez siebie klas. Platforma internetowa tego typu była dla uczniów pierwszą (zapewne), pozwalającą im na wcielenie się w rolę dziennikarza, redaktora, publicysty.
___Z roku na rok poszerza się zakres metod i środków dydaktycznych, skonstruowanych w oparciu o multimedia i Internet. Niemniej moje doświadczenie tej odległej już w czasie (jak dla mnie) obserwacji i własnej praktyki dotyczy przełomu lat 2009/2010.
___Moim zamierzeniem jest więc podzielić się tym kilkuletnim doświadczeniem w okazjonalnym prowadzeniu bloga, który w pierwszym okresie swojego funkcjonowania był w zamyśle platformą edukacyjną, wykorzystywaną na lekcjach historii – na lekcjach pokazowych i praktykach realizowanych w ramach specjalizacji na studiach. Dalsze kształcenie, po ukończeniu studiów magisterskich, oddaliło aspekt dydaktyczny na drugi plan, ustępując jednocześnie potrzebom twórczym – indywidualnym, środowiskowym, polemicznym, światopoglądowym.

Obraz15

Panel tytułowy pierwszego wpisu na blogu „Powstanie Listopadowe 1830-1831”.

-1-

___Stronę edukacyjną na platformie wordpress (to była niezręczna wersja wordpressa; nie posiadała zestandaryzowanego kokpitu – każdy motyw, a na pewno ich większość posiadała odmienny układ wizualny i sterujący) uruchomiłem 26 maja 2010 roku, publikując tytuły robocze, przygotowane do pracy z uczniem na lekcji historii. Opublikowane lekcje multimedialne do tematów: „Charakterystyka sztuki gotyckiej”, „Powstanie Listopadowe 1830-1831”, posiadały swoje zalety – zdjęcia, obrazy, linki, multimedia; grafiki przygotowane do rekapitulacji pierwotnej i wtórnej materiału, wymagające od ucznia dostępu do portalu i zagłębienia się w zamieszczone treści.
___Prócz zalet, warto wskazać na jedną wadę podstawową – wówczas nie było możliwości importu na darmowy serwer bloga większej ilości plików graficznych. Trzeba było je umieszczać na serwerach zewnętrznych typu imageshack, gdzie tworzyło się darmowe konta. Niestety po jakimś czasie pliki graficzne ginęły na tych serwerach, aż wreszcie dostęp do nich został ograniczony i zamknięty. Należało więc co jakiś czas przeglądać własne treści i zwracać uwagę na to, czy wstawione pliki nie zostały usunięte, czy zamieszczony wpis/ temat jest cały i spójny. Ręczne odświeżanie wizualizacji oraz korekta potrzebna była po wprowadzeniu niektórych aktualizacji wordpressa. Również po zmianie idei istnienia portalu „ksedu.blog – portal edukacyjny”, po przemianowaniu nazwy, personalizacji motywu na taki, jaki funkcjonował do końca bloga, stare czcionki i układ tekstu trzeba było zmoderować (niestety nie zarchiwizowałem pierwotnego wyglądu portalu).

Obraz30

Kokpit administratora witryny na silniku wordpress. Otworzona zakładka kategorii wpisów

-2-

___Pomysł na bloga, który pozwoliłby na zamieszczanie treści związanych z subiektywnym rozumieniem warsztatu i misji samego historyka oraz człowieka pogrążonego w historii, wskrzeszającego „historyczną epopeję/ mitologię” w konfrontacji z współczesnym odbiorem rzeczywistości, był w swojej ewolucji bardzo naturalnym. Środowisko „przyjaciół myśli” ośmielało do podejmowania odważnych kroków, a później marszu, któremu przestały towarzyszyć poczucia niepewnych skojarzeń, jakie zostały wysublimowane z doświadczenia rozpoczętego przyciskiem „stwórz”.
___„Portal inspirowany HISTORYIĄ” z inicjałami imienia i nazwiska był przygodą trwającą do końca stycznia 2018 roku (a w zasadzie lutego), ponieważ wówczas Onet zamknął oficjalnie serwer blogowy. Oczywiście zdarzeniu temu towarzyszył ogólny bunt blogerów, prośby o wydłużenie czasu, itp. Nie był to jednak bunt wyraźny, raczej stłumiony. Trzeba zaznaczyć, że w ciągu kilku ostatnich lat doszło do scedowania się wielu niezależnych grup blogowych pod szyldami wydawnictw, organizacji i stowarzyszeń, które udostępniając platformę, stawiają na rozwój własnego forum dyskusyjnego. Dla własnych celów oczywiście. Działanie takie rozpoczyna profesjonalną przygodę z blogiem, ogniskującą się wokół dochodowej działalności gospodarczej (odnośniki w netografii).
___Prowadzenie indywidualnego bloga non-profit wiązać się więc musi obecnie z marginalizacją odbioru (są jednak inicjatywy, które się „przebiły”), a nawet z naruszeniem praw własności intelektualnej przez agresywne grupy wydawnicze. Dlatego w sieci nie warto zdradzać głębszej myśli i źródeł inspiracji, a publikowane teksty polecam autocenzurować. Tekst powinien rozbudzić czytelnika i dać mu smak, nie zaś obudzić, nakarmić, położyć do snu (po kąpieli oczywiście). Zaczynając, warto zadać sobie podstawowe pytanie – po co? W moim przypadku pomysł ewoluował, natomiast na to pytanie bez wahania odpowiedziałem sobie – dla wypełnienia kilku wolnych chwil i dla kilku historycznych inspiracji więcej (wynikało to chyba z przyczyn estetycznych).
___Jednak blogerem nigdy nie byłem. Już sama definicja tego nowego potworka semantycznego łączy w sobie funkcyjność w integracji środowiska blogowego, w komentowaniu cudzych tekstów, zapraszaniu do „siebie”, w krytyce i wazelinie, zaszeregowaniu w półświatku i rozpychaniu się tam łokciami.
___Odpowiedź na drugie, ważne pytanie, powinna określić siłę własnej konstrukcji psychicznej, a tym samym stopień zaangażowania w dyskusję w środowisku blogowym. Konsekwencje pełnej aktywności w polemice sprowadzają się prędzej, czy później do argumentów ad personam i są z reguły nieprzyjemne. Słowo jest przecież narzędziem walki. Jako pasywny (z reguły) odbiorca-obserwator kilku blogów i videoblogów zaznaczam, że miałem już nieprzyjemność być świadkiem pogromu na niejednym niewprawionym, rozentuzjazmowanym (początkowo) blogerze-pasjonacie. Pogrom dokonywany z premedytacją przez wyjadaczy, stosujących umiejętnie w kółko i te same, sprawdzone już ścieżki logiczne sprowadzania dyskusji do stałych wariantów i przewidzianych wniosków.
___Wygląda to mniej więcej tak, że komentarze o standardowej, kilkuzdaniowej objętości przeradzają się w toku dyskucji w elaboraty, udramatyzowane wątkami obmowy, uroszczeń, posądzeń, wyzwisk. Kompromis takiej inicjacji jest tylko pozorny, a przedyskutowany status quo obowiązuje do momentu, aż zadawniony uraz da o sobie znać wówczas, gdy wypuszczony na zająca oponent wda się w spór z inną osobą, albo popełni gafę, narażając się tym samym na ostracyzm środowiska. W tle wojny domowej stoją numery kont stowarzyszeń i wydawnictw czekających na wolne datki. Wynik wojny przełoży się na fejm (z ang. fame) – sławę, rozgłos danego środowiska i lepszą lub gorszą jego prosperity. Często specyfiką środowisk blogowych i komentatorskich jest więc odświeżanie zadawnionych krzywd, cytowanie wybaczonych już słów i kierowanie się racją animozji.

-3-

Obraz1

Główny ekran witryny (pasek środkowy i paski boczne) wraz z ostatnimi wpisami

___Efektem mojej skromnej aktywności była publikacja 25 tytułów w kilku kategoriach tematycznych. Najmilej wspominam „Esej historyczny” i kilkuczęściowe cykle „Ex Oriente”, „Quo Vadis”, „Tymczasem bajka!”. Chociaż do bardziej pracochłonnych należały niektóre tytuły z kategorii „Lingua history”, „Mały format”, „Własna perspektywa”. Na pewnym etapie, pozwoliłem sobie uzupełnić również zakładkę „O mnie”, aby nie być anonimowym (prawa autorskie).
___Nie angażując się w promocję swojego bloga, stojąc daleko od publicznych sporów w środowiskach komentatorskich, mogących przełożyć się na zainteresowanie, uważam, że liczba 12572 osób, które odwiedziły „Portal inspirowany HISTORYIĄ” w przeciągu ośmiu lat funkcjonowania jest sukcesem, za co dziękuję (nawet gdyby wbudowany licznik odwiedzin przekłamywał i okazałoby się, że należy odjąć na przykład pierwszą lub statnią cyfrę).
___Zdarzyło się w tym czasie kilka pozytywnych zaskoczeń, garść ciekawej korespondencji, trochę niespełnionych obietnic. Trzeba zaznaczyć, że działalność tego typu wymaga zaangażowania i cykliczności – stałego, oddzielonego równymi odstępami czasu, publikowania treści. Osobiście, traktując portal jako jedną z szuflad w swoim sekretarzyku, starałem się 4-5 razy do roku zamieścić tekst o objętości 5-6 znormalizowanych stron.

-4-

___W tym kontekście dodam, że starałem się osiągnąć stan względnej równowagi pomiędzy jakością, a objętością, wątkiem historycznym, a aktualnym, narracją historyczną z elementami cytatów, a autorskim komentarzem, czy interpretacją. Ogólnie, parytety te, a także inne są często naciągane. Choćby dlatego, że częste publikowanie – raz w tygodniu, raz dziennie (sic!) – musi siłą rzeczy prowadzić do zubożenia myśli, środków przekazu, objętości i niedomówień. Cykliczność tego typu pozwala jednak na lepszą integrację środowiska i pozyskanie rutynowych odbiorców, czytelników. Myślę, że w tym względzie warto zachować pragmatyzm i mierzyć siły na zamiary oraz znać swój zapał, który u wielu płonie parząc naokoło zaangażowaniem. Ale tylko przez dwa tygodnie. A później brak kontaktu. Zakopanie się pod ziemię, przykrycie poduszką. Z kolei nadproduktywność (chyba, że blog jest jedynym miejscem aktywności) nie idzie w parze z jakością. Nie rozwija warsztatu. Przyzwyczaja. W tym miejscu pozwolę sobie na krytykę (niech mi Czytelnik wybaczy) zjawiska „zapchaj dziurka”, które od dwóch? trzech? czterech? lat jest nagminne. Chodzi mianowicie o model pracy publicystów, copywriterów, nastawiony wyłącznie na polepszenie statystyk odwiedzin i wyświetleń poprzez udostępnianie grafik, multimediów, bon motów, gifów, memów, itp. Działanie takie nie określa standardów komunikacji, nie buduje wymiany myśli, a jest w dużej mierze nacechowane tylko i wyłącznie marketingiem wydawniczym, społecznym, światopoglądowym, politycznym. Praca o znamionach komplementarnej to substytut co najmniej 2,5 tys. wyrazów, wśród których wokół tezy i definicji dopełnia się kilka rozpostartych wątków.
___Jesteśmy w miejscu, gdzie skrolowanie – synonim portali społecznościowych – wchodzi w nawyk i przyzwyczaja. Natłok informacji z wielu dziedzin przytłacza. Krótki test (postępuj według instrukcji) – 1. wejdź na swój ulubiony portal społecznościowy; 2. scrolluj; 3. oddaj się wielowątkowej i wielotematycznej melancholii bez końca. Przykładowo, z sobotniego poranka na mojej tablicy: Rozmowy o rolnictwie: „Witam mam pytanie czy ta para z pod korka musi być ? Półtora roku temu remont silnika był” (dołączono odtwarzający się automatycznie film z odgłosem silnika, przy którego ‘pyk, pyk, pyk’ każdy facet popadnie w kilku sekundowe rozmarzenie); Osoba prywatna: „Co polecacie do uprawy ścierniska ? Dla mocy 95 KM”; KS Brzeg Białobrzegi: „Porażka w ostatnim sparingu z LKS Wola Dalsza” (pozdrawiam); Nauka w Polsce: „Kobiety, które rodziły, mają krótsze telomery w porównaniu do kobiet, które nigdy nie doświadczyły porodu – wykazały ostatnie badania przeprowadzone przez naukowców z George Mason University w Fairfax (USA)”; Klub Historyczny „Prawda i Pamięć”: „PAMIĘTAMY! „Jakim to barbarzyństwem jest obcięcie przeciwnikowi głowy po jego śmierci – mówił nad grobem Żołnierza Wyklętego minister, Jan Stanisław Ciechanowski, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. – To świadczy o jednym, oni się go bali nawet wtedy, kiedy już nie mógł strzelać i nie mógł się bronić – przekonywał minister.”; WSK kupię/ sprzedam/ zamienię: „Witam, na ile można wycenić takie 19 calowe koła do WSK serii Z? Ostanie 25 lat spędziły przy wózku o ile w ogóle widziały motocykl. Woj. Pomorskie”; Osoba prywatna: „W dniu św. Patryka niech ci szczęście nie umyka. Mam dla ciebie koniczynkę, niech przyniesie ci szczęście, powodzenia i spełni marzenia”; Nadleśnictwo Baligród. Lasy Państwowe: „Często mylone – czyli czym się różni bielik od orla przedniego”; Świętokrzyskie: „Kapliczka Świętego Franciszka <3” (+ zdjęcie); Zamki znane i nieznane: „Sensacyjne odkrycie na terenie zakładu karnego w Nowogardzie”; Krzysztof Bosak (osoba publiczna): „Polscy politycy zawsze przesadnie się przejmowali tym, co powiedzą politycy litewscy” (film).

-5-

___Jak jest u Was? Mówi się, że papier wszystko przyjmie. Ale monitor, dysk twardy, czy karta sieciowa jeszcze więcej. W tym więc miejscu tkwi siła platformy blogowej, na której łatwo jest znaleźć treści tematyczne, czy hobbystyczne. Treści twórcze. Warto wyszukać dla siebie taką platformę, która jest niezależna w tym rozumieniu, że jej funkcjonowanie nastawione jest na długi okres czasu. Z drugiej strony, ciężko przewidzieć, co stanie się z projektem za 8-10 lat. Jak się okazało nic nie trwa wiecznie i nawet na Onecie rozpoczęte pomysły domyka się.
___Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie, czy warto? Teraz, tutaj, w tym miejscu gdzie stoję, odpowiem, że było warto. Było warto właśnie tak jak było. Dlaczego? Ponieważ pomimo pewnego wkładu, blog nie zaangażował mnie na większą skalę. Dzieło, o którym pisałem w ostatnim tekście „Dokąd idziesz (Quo Vadis)” w następujący sposób: „Prawda, że myśl i czyn są już wytworem, ale czy wystarczającym by o tym pisać jak o dziełach i czy to musi być efektowne?” zostało zaprzepaszczone (jest w tym nawet nuta inspiracji) i nie jest mi żal. Tekst nie zginął. Lecz z pewnością straciłbym wówczas, gdybym z pedantyczną dbałością troszczył się o każdy szczegół motywu, jaki skomplikowałbym właśnie dla tych celów, starał się o poczytność i odbiór, miał ambicję tygodnika. Koniec jak i początek są jednakowo ważne.
___Pragnę w tym miejscu podziękować wszystkim swoim Czytelnikom, świadomym i przypadkowym, stałym i sporadycznym (chociaż przy kwartalnym publikowaniu, między tymi dwoma należy chyba postawić znak równości). Zapraszam również do dzielenia się Waszym subiektywnym doświadczeniem w przygodzie z blogiem.

 

___Netografia:

Blog: https://pl.wikipedia.org/wiki/Blog (dostęp 24.03.2018).
Bloger. Kim on jest?: http://pijarukoksu.pl/blogerem-byc.html (dostęp 23.03.2018).
Bloger – zawód przyszłości czy przyjemne hobby: https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-bloger-zawod-czy-hobby (dostęp 24.03.2018).
Blogerzy vs Ministerstwo Finansów. Czy prowadzenie bloga jest kosztem firmy: https://socialpress.pl/2016/12/blogerzy-vs-ministerstwo-finansow-czy-prowadzenie-bloga-jest-kosztem-firmy/ (dostęp 23.03.2018).
Blog jako firma: https://www.money.pl/podatki/wiadomosci/artykul/blog-jako-firma-co-mozna-wrzucic-w-koszty,16,0,2027024.html (dostęp 22.03.2018).
Blog jako pomysł na biznes – czy to możliwe?: https://www.infakt.pl/blog/blog-pomysl-na-biznes/ (dostęp 22.03.2018).

Kiedy zarobki z bloga obligują do założenia własnej działalności gospodarczej: https://interaktywnie.com/biznes/artykuly/biznes/kiedy-zarobki-z-bloga-obliguja-do-zalozenia-dzialalnosci-gospodarczej-245031 (dostęp 24.03.2018).
Zawód: Bloger: http://rzepazpazdzierzem.natemat.pl/38147,zawod-bloger (dostęp 24.03.2018).

-6-

5 thoughts on “Historia pewnego bloga (doświadczeń kilka)

  1. Pozdrawiam Krzysztof. Pamiętam tego Twojego bloga po tym żółtym tle – fajne to było ale zbyt rzadko pisałeś. Tematy były wciągające:)

    1. Dzięki! Poznaję po mailu – nie wiedziałem, że czytałeś 😉 Miło mi to słyszeć, mam nadzieję, że nie było tak źle 😉

  2. Chyba jest już zbyt wielu blogerów którzy chcieli by zarabiać na blogu. To prawda, że komentarze są bardzo ostre i nieżyczliwe, oczywiście nie zawsze, raczej rzadko. Dlatego nie ma co zniechęcać, myślę że każdy powinien spróbować swoich sił, zwłaszcza że nie każdy będzie się wdawał w”dyskusje”. Pozdrawiam i życzę sukcesów.

    1. Oczywiście, że każdy powinien spróbować swoich sił – jeśli tylko ma taką potrzebę. Ja swoim tekstem nie chciałem nikogo zniechęcać, ale przestrzec przed niektórymi tylko skrajnymi zachowaniami, aby taki początkowy, a nawet średnio zaawansowany bloger się nie poddał. W publiczne dyskusje nie ma się co wdawać, ponieważ słowa pisane podczas emocjonalnego wzburzenia, mogą być finalnie nie tym, czego początkowo byśmy chcieli. Nie każdy blog i tematyka bloga mogą hipotetycznie prowadzić do dyskusji i konfliktów 😉 Pozdrawiam również!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *